Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2014

WYCINKA HOLZFÄLLEN /Thomas Bernhard/ Reż. Krystian Lupa


„Wycinka” Thomasa Bernharda w chwili jej wydania, wywołała w wiedeńskim środowisku wiele kontrowersji, stała się legendą i do dziś nie straciła aktualnego komentarza na temat sztuki i życia artystycznego. To książka wymierzona przeciwko zakłamaniu i sztuczności, obnażająca mieszczańską hipokryzję podczas „artystycznej kolacji” w domu Auersbergerów.  Kolacja jest  wydana na cześć podstarzałego aktora Teatru Burgtheater (w przypadku Lupy - Teatru Narodowego). Kiedy ten się spóźnia, w salonie, gdzie znajduje się cała śmietanka wiedeńskich elit, rozpoczyna się spektakl konwenansów, megalomanii, obłudnych komentarzy i plotek. Opisuje to wszystko, zaproszony na wieczór były przyjaciel- alter ego Bernharda, relacjonujący z „uszatego fotela” wszystkie wydarzenia, nie pozostawiając na wybitnie artystycznym towarzystwie ani jednej suchej nitki. Monolog alter ego pisarza przesiąknięty jest frustracją, wściekłością i ironią. Z godziny na godzinę towarzystwo robi się bardziej wylewne. Czy obcowanie ze sztuką było dla nich procesem wartościowym i wzbogacającym? Nauczyli się „bywać”, ich charaktery sparszywiały, stworzyli zamknięty krąg ludzi małych, wyniosłych i aroganckich. Przepełnieni sztucznością odgrywanych pozorów, pogubili ideały na bankietach i licznych wydarzeniach towarzyskich. Jeżeli jeszcze czegoś poszukują to jedynie straconego czasu i możliwości, które już nigdy nie wrócą. Nie szczędząc sobie obraźliwych uwag, z każdym następnym kieliszkiem- kłują się jadem, jak owady wpuszczone do małego terrarium. I nie wynika to z chęci przetrwania, lecz jedynie z pustki, jaką w sobie noszą. 

Krystian Lupa stworzył w Teatrze Polskim przedstawienie wyjątkowe. Jego wizja książkowego monologu, przyjaciela rodziny Auersbergerów, podzielona zostaje na wszystkich uczestników „artystycznej kolacji”. Sandacz balatoński nie zostanie zjedzony o zaplanowanej przez Panią domu porze, gdyż aktor, na którego wszyscy czekają spóźni się. Salon z niedoszłymi artystami, znawcami literatury oczekującymi na  aktora, wypełni się dymem tytoniowym i wspomnieniami na temat śmierci Joany Thul. Maja Auersberger (w tej wybitnej kreacji Halina Rasiakówna) z gracją i wyuczonym przez lata wdziękiem zaprasza do salonu kolejnych uczestników. Wśród nich jest Jeannie Brillroth (Ewa Skibińska) żyjąca w przeświadczeniu, że jest obecnie najlepszą pisarką i „poszła o krok dalej niż Virginia Voolf”. To postać zawieszona w swojej melancholii i samouwielbieniu, usiłująca za wszelką cenę zaistnieć niezbyt wyszukanymi dygresjami i pytaniami. Jej niedoszły wdzięk rozmywa się między zawieszeniem na kanapie, a kolejną próbą wzniesienia się na intelektualne wyżyny. Na artystyczną kolację zaproszona jest Annie Schreker „austriacka Gertruda Stein”, przedstawiciele młodego pokolenia Joyce (Adam Szczyszczaj) oraz James (Michał Opaliński), którzy jak opisywał Bernhard przyjeżdżają do Wiednia z wielkimi nadziejami na sukces, a mizernieją jak większość. W mieście, które kusi możliwościami i tylko czeka na ich upadek. Lupa w przedstawieniu poszerza ich spojrzenie o dodatkowe sceny (których w książce nie ma) nagrane w kuluarach. Ich podstawowym zmartwieniem jest myśl, o tym jak szybko zaistnieć w artystycznym świecie. 


Są w końcu gospodarze tego upiornego wieczoru - Maja Auersberger – Pani domu w dosłownym tego słowa znaczeniu, zabawiająca przybyłych gości i pieczołowicie dbająca o „dobry nastrój”. Opanowała do perfekcji sposób mówienia i zestaw sztucznych konwenansów. Jej próby arystokratycznego zachowania unoszą ją nad ziemią salonu – miejsca, z którego uczyniła martwą scenę swojego towarzyskiego przedstawiania. Jest jej mąż – Gerhard Auersberger (Wojciech Ziemiański), gnuśny i cyniczny muzyk nie stroniący od mocniejszych trunków, w aktach niekontrolowanych wybuchów frustracji obraża przybyłych gości. Jest w końcu aktor Teatru Narodowego (Jan Frycz) upojony własnym sukcesem  Ekdala ze „Złotek Kaczki”. Jego megalomania  roznosi się po całym salonie, nikt nie zostaje dopuszczony do głosu- Aktor przemawia. Rola Jana Frycza porywa, a świadomość, że występuje gościnnie i przyjechał właśnie z Teatru Narodowego z Warszawy, dodaje pikanterii. „Aktorzy Burgtheater to drobnomieszczańskie kukły, które nie mają najmniejszego pojęcia o sztuce teatralnej i które z Burgtheater dawno zrobiły przytułek dla swojego nieuleczalnego dyletantyzmu”  - pisze Thomas Bernhard. I rzeczywiście, długie monologi Aktora irytują i śmieszą, doprowadzając spektakl do granic absurdu. Aktor przemawia. Razem z innymi uczestnikami „artystycznej kolacji” słuchamy pełnych patosu opowieści, jak powstawała rola Ekdala. Każde kolejne słowo samouwielbienia rodzi następne. Aktor przemawia. Z proscenium przygląda się temu „przedstawieniu” i komentuje je Thomas Bernhard (Piotr Skiba) wymierzając w kierunku salonu zjadliwe komentarze. Przyjął zaproszenie na ten wieczór, żeby skonfrontować się z ludźmi, których kiedyś darzył sympatią i podziwiał. Dostrzega w nich teraz jedynie zakłamany cień, tego co wcześniej znał. Ludzi, którzy kiedyś podobnie jak on chcieli tworzyć i zbliżać się do „piękna” sztuki, obecnie niszczących wszystko na swojej drodze - konformistycznych i wyjałowionych snobów. 

zdjęcia: Teatr Polski
Krystian Lupa stworzył przedstawienie wybitne pod każdym względem. Ironizuje środowisko artystyczne z ogromnego dystansu, ale nie kończy na całkowitym jego wyśmianiu. Scenografia stanowi równorzędny element do tego co dzieje się na scenie. Wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik. Spowolniona druga część przedstawienia hipnotyzuje. Bolero chwyta za serce. Bez wątpienia jedno z lepszych przedstawień jakie ostatnio widziałem.  


Teatr Polski - Reżyseria, adaptacja, scenografia, : Krystian Lupa, kostiumy: Piotr Skiba, oprawa muzyczna: Bogumił Misala, video: Karol Rakowski i Łukasz Twarkowski. Występują: Piotr Skiba, Halina Rasiakówna, Wojciech Ziemiański, Marta Zięba, Jan Frycz, Ewa Skibińska, Bożena Baranowska, Andrzej Szeremieta, Adam Szczyszczaj, Michał Opaliński, Marcin Pempuś, Anna Ilczuk, Krzesisława Dubielówna 

piątek, 17 stycznia 2014

"Kabaret warszawski" Reż. Krzysztof Warlikowski

Po przedstawieniu „Kabaret warszawski” targały mną ambiwalentne odczucia - od pełnych zachwytu emocji, po całą masę pytań bez odpowiedzi i (niestety) małych rozczarowań. Ostatecznie to egzaltowane przedstawienie było niezwykłym przeżyciem, ale… Ale od początku. Warlikowski przyzwyczaił widza do rozmachu i silnych emocji. Te cechy stały się nieodłącznymi elementami jego teatru, które magnetyczną siłą przyciągają i zachwycają, a jednocześnie drażnią sporą część publiczności „wielkomiejskim-warszawskim” splendorem. Jak już niejednokrotnie się przekonałem silne emocje nie zawsze bywają stymulatorem intelektualnym, a wspomniany „splendor” to jedynie dobrze nakręcona maszyna. Gdybym chciał być złośliwy, napisałbym że jest specyficzna grupa odbiorców, dla których Teatr Warlikowskiego jest fetyszem, przez co należy rozumieć usilną potrzebę zobaczenie jedynie(!) swoich ulubionych aktorów. W jakiej konfiguracji tym razem wystąpią, czym nas zaskoczą, czy będzie jakiś skandal itp. Niewątpliwie zespół aktorski prowadzony przez Warlikowskiego jest jednym z ciekawszych jakie kiedykolwiek widziałem i nie sposób całkowicie odrzucić faktu, że przychodzi się na Jego przedstawienia miedzy innymi dla tych aktorów. To nieodłączny element tego co kryje się pod marką Krzysztof Warlikowski. Ale należy pamiętać, że to nie wszystko. Zaryzykowałbym stwierdzeniem że chwilami ich gra staje się ważniejsza od samej opowieści. Kiedy pewne kwestie i treści tracą na wyrazistości pozostają Oni – ich świetne zdolności aktorskie, którymi czarują i uwodzą. „Kabaret warszawski” jest aktorską petardą. To dzięki  nim całość wypada brawurowo i staje się motorem napędowym przedstawienia. 

Historia weimarska z pierwszej części inspirowana jest „Kabaretem” Boba Fosse i  staje się pretekstem do pokazania rodzącego się terroru i skrajnych postaw ludzi tamtych czasów. Bez wątpienia na ogromne uznanie zasługuje Magdalena Cielecka w roli Sally Bowles. Żywiołowość którą wydobywa aktorka ze swojej postaci zachwyca i nie pozwala oderwać wzroku.

Druga część inspirowana jest filmem Johna Camerona Mitchella „Shortbus” a jej akcja rozgrywa się po 11 września w Nowym Jorku. Nowojorski rozdział koncentruje się bardziej na tematach ciała i seksualności. W moim odczuciu jest zgrabniej złożony i o wiele bardziej zabawny (choć tematów i poważnych przemyśleń nie brakuje) od wcześniejszych spektakli. W przeciwieństwie do pierwszej części jest płynniejszy, tematy zazębiają się i pęcznieją, emocje eksplodują.  Historia weimarska jest natomiast nierówna, sceny łączą się topornie, niektóre wątki zostają pogubione. Bronią jej wspaniałe kreacje aktorskie - wspomniana już Magdalena Cielecka,  równie dobra Magdalena Popławska i taneczny numer Redbada Klynstry.

„Kabaret warszawski” wnosi nową jakość za sprawą sporej dawki poczucia humoru. Warlikowski nie rezygnuje przy tym z nieodłącznych elementów swojej estetyki i sposobu kreowania scenicznej rzeczywistości.  I pomimo potknięć nadal silnie stymuluje wszystkie zmysły. Bardzo dobre przedstawienie. 

Nowy Teatr - "Kabaret warszawski", reżyseria: Krzysztof Warlikowski, scenografia i kostiumy: Małgorzata Szczęśniak muzyka: Paweł Mykietyn, reżyseria świateł: Felice Ross, ruch: Claude Bardouil. Występują: Stanisława Celińska, Magdalena Cielecka, Ewa Dałkowska, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Maja Ostaszewska, Magdalena Popławska, Andrzej Chyra, Bartosz Gelner, Wojciech Kalarus, Redbad Klijnstra, Jacek Poniedziałek i Maciej Stuhr. Muzycy: Paweł Bomert, Piotr Maślanka, Paweł Stankiewicz, Fabian Włodarek.

środa, 11 grudnia 2013

„Courtney Love“ Reż. Monika Strzępka


Demirski i Strzępka – przedstawieniem „Courtney Love“ w Teatrze Polskim we Wrocławiu udowodnili, że potrafią wpuścić do teatru sporo świeżości i twórczego zaangażowania.  Groteska łączy się tutaj z przejmującym tonem, a wszystko zostaje doprowadzone do wrzenia. To z jednej strony bardzo żywiołowe, dynamicznie opowiedziane i zagrane przedstawienie, zawiera w sobie – z drugiej strony – wiele smutku i wylewającego się tonami niezadowolenia. W duchu brudnego grunge’u i wszechobecnej anarchii teatralny duet dokonuje totalnej dekonstrukcji, żeby na jej zgliszczach wydobywać współczesne bolączki, wprost wykrzyczane ze sceny. Punktem wyjścia staje się dla nich historia legendarnego zespołu - Nirvany. Pierwszy element dekonstrukcji widoczny jest już w samej scenografii. Porozrzucane sprzęty muzyczne, walające się butelki od alkoholu, materace i rozlokowane wszędzie posłania, a wśród nich legenda amerykańskiej muzyki. Na pierwszy plan wysuwa się jednak tytułowa Courtney Love ( brawurowa roli Katarzyny Strączek ) – wokalistka zespołu Hole i partnerka Kurta. Swoim wulgarnym sposobem bycia i umiłowaniem do ciągłego skandalu wprowadza demolkę i prowokuje ciągłe tarcia z otoczeniem. Pod maską niezależnej i wyuzdanej wariatki, kryje się jednak kobieta obdarzona wielką wrażliwością. Świadczą o tym przejmujące monologi co jakiś czas wyciszające zadymę z udziałem zespołu, w szczególności ostatni traktujący o jak najbardziej egzystencjalnym wymiarze człowieka -  brania pełnej odpowiedzialności za swoje życie i niemożliwości naprawiania wcześniej popełnionych błędów. Wydźwięk tego monologu, dzięki godnemu podziwu zaangażowaniu aktorskiemu Katarzyny Strączek jest nie tyle bardzo emocjonalny, ale posiada też wyrazisty kontekst społeczny. W fotel wbija również agresywny i seksistowski monolog Grohla skierowany do Courtney, podczas gdy Ona reanimuje męża. Demirski i Strzępka w mistrzowski sposób przedstawiają pojęcie idola muzycznego. Młodzi chłopcy na obozie kolonijnym wraz z wychowawcą marzą o karierze muzycznej, marzy im się sukces – ten sam o którym pewnie śnił Kurt Cobain i dokładnie ten sam, który go zniszczył. W między czasie obserwujemy festiwalowe perypetie Męża i Żony Rodziny Dobrych, którzy pogrążeni frustracją swojego związku, potrzebą zjedzenia kiełbaski i brakiem odnalezienia się w gąszczu festiwalowych scen, stają się popkulturowym wytworem swoich czasów, pokoleniem youtuba. Teatralny duet bierze na warsztat wszystko co ich denerwuje. Znajdziemy tu głos w sprawie pokoleń; ich potrzeby i umiłowania wolności, samorealizacji, roli buntu oraz ceny jaką płaci się za sukces. Tragiczne losy Nirvany i Courtney Love przeplatane zostają w przedstawieniu najsłynniejszymi utworami tych muzyków, w wykonaniu samych aktorów. Scena teatralna zmienia się w koncertową, dym wypełnia każdy jej zakamarek, robi się głośno jak na koncercie a z głośników dobiegają utwory , jak na przykład „Doll parts”. Ta wyśmienicie - w tym przypadku-  naoliwiona maszyneria teatralna porywa nas od samego początku i nie daje chwili wytchnienia. Raz łudzi plebejskim i wulgarnym poczuciem humoru, żeby po chwili wbić nóż w plecy. Cały zespół poprowadzony jest brawurowo. Zarzucany Demirskiemu i Strzępce populizm okazuje się zgrabnym transformatorem tego o czym chcą powiedzieć (lub co chcą wykrzyczeć), a ambiwalencja w przedstawianiu tego samego problemu, nie gubi sensu wypowiedzi, wręcz przeciwnie – stawia je w szerszej perspektywie oglądu. 

Teatr Polski we Wrocławiu. Reżseria i światła - Monika Strzępka, dramaturgia - Paweł Demirski, scenografia i kostiumy - Michał Korchowiec, muzyka - Jan Suświłło, choreografia Rafał Urbacki, przygotowanie wokalne - Magdalenia Śniadecka-Skrzypek, przygotowanie instrumentalne - Rafał Matuszak. Obsada: Katarzyna Strączek, Adam Cywka, Mariusz Kiljan, Igor Kujawski, Agnieskza Kwietniewska, Michał Majnicz, Michał Mrożek, Michał Opaliński i Marcin Pempuś. 
autor: Mariusz T.

piątek, 18 października 2013

"Burza" Reż Maja Kleczewska

Komentarz do przedstawienia "Burza" 

W ramach Festiwalu Teatralnego „Dialog” we Wrocławiu, zobaczyć można było m.in. bydgoskie przedstawienie Mai Kleczewskiej „Burza”. Odbyło się ono w starej zajezdni tramwajowej, ze względu na scenę burzy piaskowej. Żadne wcześniejsze przedstawienie Kleczewskiej nie rozczarowało mnie tak bardzo jak to. Kleczewska jest bardzo uzdolnioną reżyserką z niebywałą wrażliwością obserwacji otoczenia. Każdy jej wcześniejszy spektakl mówił o czymś ważnym, pozostawiał w głowie kwestie i tematy, które piętrzyły się jeszcze długo po wyjściu z teatru. Tym razem tak się nie stało. Wszystkie dotychczasowe elementy – tak bardzo wyróżniające teatr Kleczewskiej - tym razem obróciły się przeciwko przedstawieniu. Konwulsyjna gra aktorów, szamotanina po scenie i wiele dialogów nic ze sobą nie wniosły, oprócz tego, że chwilami były śmieszne. Jedna banalna scena, goni następną i tak niemal do końca. W moim odczuciu reżyserka nadużyła języka popkultury i wulgarnych odzywek ulicznych, które od pewnego momentu przestały działać i cokolwiek wyrażać – straciły swoje uzasadnienie i zaczęły irytować. I choć aktorzy wznosili się na wyżyny swoich możliwości, starając się sprostać tej gonitwie, wynikało z tego niewiele. W ten sposób „Burza” serwuje nam wiele luźno połączonych ze sobą scen ( w konwencji snu); aktorzy oblewają się szampanem, prowadzą ze sobą „pierwotne” formy komunikacji, wylewają z siebie frustracje a jednocześnie nie zbliżają się do żadnej prawdy. To co dociera do mnie ze sceny, nie składa się w żadną całość. A nawet nie o „całość” się rozchodzi -bo jestem przyzwyczajony do współczesnych form teatralnych, które nie zawsze, ale w przeważającej mierze starają się dotrzeć do „nowej wrażliwości” i najczęściej im się to udaje - ale o ledwie widoczny przekaz i niestety chwilowy przerost formy nad treścią. Plastyczność obrazów nie jest w stanie udźwignąć licznych braków w budowaniu napięcia między postaciami a niektóre sceny trwają za długo i zaczynają nużyć. Rozumiem jakie założenie miała Kleczewska przy tworzeniu tego przedstawienia, jej wrażliwość zawsze była/jest mi bliska, ale w przypadku „Burzy” pozostało tylko rozczarowanie. 

Teatr Polski Bydgoszcz ( Przedstawienie zostało pokazane w ramach Międzynarodowego Festiwalu "Dialog" we Wrocławiu 17 października), reżyseria Maja Kleczewska, scenografia, kostiumy Katarzyna Borkowska, dramaturgia Łukasz Chotkowski, scenariusz sceniczny Maja Kleczewska, Łukasz Chotkowski, muzyka Piotr Bukowski, reżyseria światła, video Bartosz Nalazek, asystent reżysera Anna Włodarska, występują: Karolina Adamczyk, Michał Czachor, Mirosław Guzowski, Piotr Stramowski, Michał Jarmicki, Artur Krajewski/Mateusz Łasowski, Marta Nieradkiewicz (gościnnie), Małgorzata Witkowska oraz pies Kenzo / Łobuz. 

autor: Mariusz T.

piątek, 18 stycznia 2013

"Bracia i siostry" Reż. Maja Kleczewska



Maja Kleczewska powraca do Teatru Jana Kochanowskiego w Opolu w wielkim stylu. Widać to już w sposobie kreowania scenografii, która po raz pierwszy na deskach opolskiego teatru przemyślana jest perfekcyjnie i stanowi ważny element w tworzeniu atmosfery katastrofy. To właśnie ta nieokreślona katastrofa w nieokreślonym czasie staje się punktem wyjścia przedstawienia. Na scenie widzimy ludzi, którzy ją przeżyli. Uwięzieni w podziemnym garażu stają przed  własnymi lękami, obsesjami, pragnieniami – a przede wszystkim przed samym sobą. Najsilniejsze wątki dramatyczne umieszczone zostają przez reżyserkę w pojedynczych scenach budujących dość skomplikowane a czasem wręcz niemożliwe relacje między postaciami. Przy tych bezlitosnych zbliżeniach, na naszych oczach kreuje się świat niemocy i chaosu. Wypowiadane przez nich słowa zamieniają się w jałowe zbitki nic nie znaczących schematów lub beznamiętnie wygłaszanych idei. W tym poczuciu zagrożenia język przestaje być użyteczny. Zawodzi, rani i wprowadza jeszcze większe szaleństwo. Jedynie w nielicznych momentach konwulsyjnego tańca, przebywający ze sobą ludzie tworzą coś na kształt wspólnoty. Wspólnym mianownikiem staje się również poszukiwanie miłości, ale niestety ona żyje tylko w wyobrażeniach, we wzniosłych słowach, które straciły znaczenie. Miłość jest gdzie indziej o ile w ogóle istnieje. Postaci Kleczewskiej kurczowo chwytają się wyuczonych automatyzmów,  które powodują niezrozumienie drugiego człowieka. Jak w scenie małżeńskiej rozmowy, gdzie On wygłasza płomienne ale równie banalne manifesty miłosne, próbując dać Jej dowody w postaci zaborczych uścisków a Ona z wykrzywioną z cierpienia twarzą powtarza do niego „idź spać”. Scenę kończy morderczy taniec. Innym razem w przejmująco okrutnej scenie jesteśmy świadkami chorych i zniekształconych relacji kalekiej córki i znerwicowanej matki. Współżycie ze sobą zostało przez matkę zaplanowane w kilku sztucznych, łatwych i mających przynieść ukojenie gestach, jak zaśpiewanie piosenki , które powodują jeszcze większą przepaść. Brak czułości przeradza się w jeszcze większą potworność.

W tych pojedynczych scenach Kleczewska tworzy wyjątkowo poruszające i dramatyczne sceny, które należą do każdego z nas. Obnaża okrutny charakter tych mechanizmów i pobudza do zastanawiania się. Współczując scenicznym postacią, współczujemy jednocześnie sobie, bo to właśnie My. Teatr Kleczewskiej jeszcze raz udowadnia, że to miejsce głębokich obserwacji i przykrych refleksji, ale dlatego tak mocno porusza. I choć samo przedstawienie miewa słabe momenty i chwilami ociera się o banał, w ostatecznym rachunku można napisać, ze to rzecz obowiązkowa do zobaczenia. Jest w tym przedstawieniu naprawdę sporo świetnie zagranych scen, które bardzo mocno zapadają w pamięć.  

Teatr im. Jana Kochanowskiego, reżyseria: Maja Kleczewska, scenariusz: Maja Kleczewska, Łukasz Chotkowski, scenografia: Marcin Chlanda, dramaturgia: Łukasz Chotkowski, kostiumy: Konrad Parol, światło i video: Wojciech Puś, Obsada: Zofia Bielewicz, Aleksandra Cwen, Arleta Los-Plawszewska, Grażyna Misiorowska, Marta Nieradkiewicz, Justyna Paradzińska, Ewa Wyszomirska, Sylwia Zmitrowicz, Adam Ciołek, Andrzej Jakubczyk, Marcin Kowalczyk, Maciej Namysło, Dawid Ogrodnik, Krzysztof Raczkowski, Łukasz Schmidt, Krzysztof Wrona.
* Zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Jana Kochanowskiego w Opolu.

autor:Mariusz T.

czwartek, 6 września 2012

"2007:Macbeth" Reż. Grzegorz Jarzyna / DVD /

Jakiś czas temu swoją premierę miało wydanie na DVD nakładem Narodowego Instytutu Audiowizualnego przedstawienie Grzegorza Jarzyny "2007:Macbeth". To już trzeci zarejestrowany spektkal z cyklu "Polski Szekspir Współczesny". Do tej pory Instytut zarejestrował przedstawienia Krzysztofa Warlikowskiego "Burza" i Jana Klaty "H". "2007:Macbeth" miał swoją premierę w TR Warszawa w maju 2005 roku. Jarzyna sięgając po jeden z najsłynniejszych tekstów Szekspira stworzył widowisko z pogranicza teatru i filmu, do którego teraz możemy wrócić w kazdej chwili. I tym lepiej, bo jest to jedno z ważniejszych przedstawień współczesnego teatru polskiego.




"Krew w Makbecie nie jest przenośnią, jest materialna i fizyczna, wypływa z ciał pomordowanych. Osiada na rękach i twarzach, na sztyletach i mieczach. Ale krew nie da się zmyć, ani z rąk, ani z twarzy, ani ze sztyletów. Makbet zaczyna się i kończy rzezią. Krwi jest coraz więcej. Wszyscy w niej brodzą. Zalewa scenę. Bez obrazu świata zalenago krwią teatralna inscenizacja Makbeta zawsze będzie fałszywa" Jan Kott



"2007: Macbeth" na podstawie  "Makbeta",Williama Szekspira, / tłumaczenie Stanisław Barańczak..
TR Warszawie- scenariusz i reżyseria: Grzegorz Jarzyna; scenografia: Joanna Kaczyńska; muzyka: Jacek Grudzień, Abel Korzeniowski, Piotr Domiński; zdjęcia: Jacqueline Sobiszewski; kostiumy: Stephanie Nelson, Agnieszka Zawadzka; występują: Cezary Kosiński, Aleksandra Konieczna, Danuta Stenka, Tomasz Tyndyk, Waldemar Kownacki, Piotr Głowacki, Michał Żurwaski, Jacek Poniedziałek, Eryk Lubos, Jan Dravnel, Christian Emany, Agnieszka Podsiadlik , produkcja - TR Warszawa, Narodowy Instytut Audiowizualny, TVP Kultura. Spektakl zarejestrowany w lipcy 2006 roku.   

czwartek, 23 lutego 2012

"Opowieści afrykańskie wg Szekspira" Reż. Krzysztof Warlikowski

Najnowsze przedstawienie Krzysztofa Warlikowskiego "Opowieści afrykańskie wg Szekspira" potwierdza opinię, że teatr ma się dobrze i powstają spektakle wymagające od widza sporego zaangażowania, a w zamian za to przybliżają nas do bolesnych mechanizmów świata . Tak, jak w innych przedstawieniach reżysera, "Opowieści afrykańskie.." są gęste od emocji do granic możliwości i dlatego tak poruszają i zapadają w pamięć. Być może z tego powodu przestrzeń "skrojona" jest do minimum, aby  emocje wrzucone w nią  mogły się w pełni realizować, porazić nas swoją siłą i zawstydzić precyzją wyrazu. Ich najważniejszym medium jest ciało - wprowadzane w konwulsje, odzierane z intymności i traktowane jak manekin, a jego kondycja i sposób przedstawiania nakierowuje na określony sposób "przeżywania". Fizyczność aktorów nabiera tutaj podwójnego znaczenia. Następuje tu konceptualizacja, a z drugiej strony fetyszyzacja ciała. To rozwijana od samego początku strategia teatru Warlikowskiego. Reżyser z niezwykłą lekkością i precyzją połączył w jednym przedstawieniu kilka odległych od siebie tekstów. Mikrosceny płynnie nachodzą na siebie i wzajemnie się uzupełniają, tworząc zawiły i wciągający labirynt emocji, słabości i namiętności. Niekonwencjonalna i pozbawiona linearności narracyjnej struktura niesie za sobą świeży sposób kreowania rzeczywistości scenicznej. Nie jest to jednak najlepsze przedstawienie Warlikowskiego, co nie zmienia faktu, że ogląda się je wyśmienicie a obrazy podkreślone hipnotyczną muzyką Pawła Mykietyna zapadają na długo w pamięci.

"Opowieści afrykańskie według Szekspira" na podstawie sztuk "Król Lear","Kupiec wenecki" i "Otello" Williama Szekspira, fragmentów powieści "Lato" Johna Maxwella Coetzeego oraz monologów autorstwa Wajdiego Mouawada.
Nowy Teatr w Warszawie- reżyseria: Krzysztof Warlikowski; scenografia i kostiumy: Małgorzata Szczęśniak; muzyka: Paweł Mykietyn; dramaturgia: Piotr Gruszczyński; reżyseria świateł: Felice Ross; animacje: Kamil Polak; choreografia: Claude Bardouil; występująStanisława CelińskaEwa DałkowskaMałgorzata Hajewska-KrzysztofikMaja OstaszewskaMagdalena PopławskaAdam Ferency, Wojciech Kalarus,Marek Kalita, Zygmunt Malanowicz, Piotr Polak, Jacek Poniedziałek. Projekt plakatu - Zbigniew Libera. 

autor: Mariusz T